czwartek, 18 lutego 2016

środa, 17 lutego 2016, przed północą


na temat Łk 9, 28-36

Czytać mogę to tylko w jednym kontekście – podpisano na mnie wyrok śmierci, za grzech jestem winna śmierci. I właśnie w tym przychodzi do mnie Bóg który mówi – tu jest piękny płaszcz, pierścień i sandały, teraz jesteś królewskim dzieckiem. Właściwie Bóg nie przychodzi – On przybiega, rzuca wszystko, nie przejmuje się utratą dostojeństwa – po prostu przybiega.

I jeszcze jedno: myślę że przy tej uczcie wcale nie zaczęła się sielanka, tam zaczęła się przysłowiowa jazda bez trzymanki. Przecież na uczcie to ci bracia ledwo zaczęli się kłócić, co było potem to mogę sobie tylko wyobrażać, pewnie dogadywali sobie jeszcze przez ładnych parę lat… jak  z nawróceniem, ono też nie dzieje się raz a dobrze i nawet jeżeli Ojciec już wyprawił ucztę na moją cześć to i tak jeszcze nieraz będzie trzeba się godzić i zaczynać na nowo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz