na temat Łk
9, 28-36
Czytać mogę
to tylko w jednym
kontekście – podpisano na mnie wyrok śmierci, za grzech jestem winna śmierci. I
właśnie w tym przychodzi do mnie Bóg który mówi – tu jest piękny płaszcz,
pierścień i sandały, teraz jesteś królewskim dzieckiem. Właściwie Bóg nie
przychodzi – On przybiega, rzuca wszystko, nie przejmuje się utratą
dostojeństwa – po prostu przybiega.
I jeszcze
jedno: myślę że przy tej uczcie wcale nie zaczęła się sielanka, tam zaczęła się
przysłowiowa jazda bez trzymanki. Przecież na uczcie to ci bracia ledwo zaczęli
się kłócić, co było potem to mogę sobie tylko wyobrażać, pewnie dogadywali
sobie jeszcze przez ładnych parę lat… jak
z nawróceniem, ono też nie dzieje się raz a dobrze i nawet jeżeli Ojciec
już wyprawił ucztę na moją cześć to i tak jeszcze nieraz będzie trzeba się
godzić i zaczynać na nowo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz