Wkraczam w
Lectio Divina w nowy rozdział – będzie, przynajmniej trochę, księga Wyjścia a
dla mnie znów powrót do słów, które, dzięki temu że są Mojżeszowe, wspólnotowe,
są trochę jak to wspomnienie pierwszej miłości, jak nowe, świeże spojrzenie na
mojego Pana.
Dziś jest o
tym że kiedy robię coś dobrego dla innych i siebie, na około pojawiają się tacy
faraonowie (pardon – władczy Egiptu) i zaczynają atakować i powstrzymywać,
krytykować i wyśmiewać, byle tylko nie działo się jakieś dobro. Najgorsze zaś
jest to, że, pomimo że o tym wiem, to często ich nie rozpoznaję. wydaje mi się
wówczas że to moi przyjaciele, że mają rację i krytykują z życzliwości. Na koniec
tylko wychodzi na jaw że to pokusy, którym trzeba zdecydowanie stawiać czoła.
Mam takich
faraonów koło siebie, tych którzy zrobią wszystko by zniweczyć dobro. Boję się
że i ja mogę być dla kogoś takim niszczycielem dobra, szczególnie że mogę być
nim niejako „nie chcący”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz