Mk 2, 13-14
Bóg
przechodził i ujrzał człowieka, spojrzał na niego i powiedział jedno zdanie.
Człowiek wstał i już za Nim szedł. W tym spojrzeniu musiało być po prostu morze
miłości i przebaczenia, musiało być „ta komora celna nie ma znaczenia, całą
twoją winę wziąłem na siebie” i pełna akceptacja. Bóg znał człowieka po
imieniu, to nie był jeden z wielu tylko ten który miał swoje imię i nazwisko,
był jeden i niepowtarzalny.
Bóg
przechodzi koło mnie, patrzy a ja zrywam się i idę za Nim. A kiedy przysiadam,
postanawiam że dalej nie idę On przychodzi i znowu patrzy. Nie zniechęca się,
nawet jeśli ta sytuacja powtarza się codziennie.
Wyobrażam
sobie też że Mateusz często wracał myślą do tego spojrzenia, kiedy nie rozumiał
tego czego Jezus nauczał, kiedy było mu trudno, wracał jak do pierwszej
miłości. Chciałabym umieć tak powracać do Chrystusowego spojrzenia … a
ostatecznie, choć to niemożliwe – umieć patrzeć z Taką Miłością!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz