wtorek, 15 marca 2016

15.03.2016 – o patrzeniu i o tym że mam imię



Mk 2, 13-14
Bóg przechodził i ujrzał człowieka, spojrzał na niego i powiedział jedno zdanie. Człowiek wstał i już za Nim szedł. W tym spojrzeniu musiało być po prostu morze miłości i  przebaczenia, musiało być „ta komora celna nie ma znaczenia, całą twoją winę wziąłem na siebie” i pełna akceptacja. Bóg znał człowieka po imieniu, to nie był jeden z wielu tylko ten który miał swoje imię i nazwisko, był jeden i niepowtarzalny.
Bóg przechodzi koło mnie, patrzy a ja zrywam się i idę za Nim. A kiedy przysiadam, postanawiam że dalej nie idę On przychodzi i znowu patrzy. Nie zniechęca się, nawet jeśli ta sytuacja powtarza się codziennie.

Wyobrażam sobie też że Mateusz często wracał myślą do tego spojrzenia, kiedy nie rozumiał tego czego Jezus nauczał, kiedy było mu trudno, wracał jak do pierwszej miłości. Chciałabym umieć tak powracać do Chrystusowego spojrzenia … a ostatecznie, choć to niemożliwe – umieć patrzeć z Taką Miłością!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz